środa, 24 lipca 2013

Rozdział 2: Ciesz się życiem

Te iskierki w twoich oczach sprawiają, że moje serce chce bić szybciej.
Twój uśmiech sprawia, że i ja się uśmiecham.
Twoje łzy są jak sztylety, które ranią mnie.
Ranią mnie póki nie przestaniesz płakać nad moim grobem.

Nell

Uchyliłam ciężkie powieki. Coś ciągle brzęczało mi nad uchem. Przecierając zaspane oczy, zdałam sobie sprawę, że to mój telefon. Podniosłam go z szafki nocnej, zerkając na wyświetlacz. Susan.
-Obudziłaś mnie - Powiedziałam z pretensją.
-Max kazał mi do ciebie zadzwonić i powiedzieć ci, że Kayl jest w szpitalu. Coś jest z nim nie tak?
-W szpitalu?
-Tak. W nocy zabrała go karetka. Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?
-Dlaczego dopiero teraz dzwonisz?! - Wściekła wyskoczyłam z łóżka.
-Nell możesz powiedzieć co się stało?
-Kayl... On...
-No wykrztuś to z siebie.
-On ma raka.
-O mój boże...
-Sus zadzwonię później - Zakończyłam połączenie i pośpiesznie się ubrałam. Umyłam zęby i zbiegłam do kuchni.
-Hej śpioszku - Przywitał mnie tata z uśmiechem.
-Musisz zawieźć mnie do szpitala - Natychmiast pobladł.
-Coś cie boli?
-Nie chodzi o mnie. Pośpiesz się. Wytłumaczę ci po drodze - Kiwnął głową i chwycił kluczyki, które leżały na stole. Opowiedziałam tacie o Kayl'u. Nie mieliśmy nigdy przed sobą tajemnic i ze wszystkiego mu się zwierzałam, a on zawsze rozumiał. Tym razem też. Widziałam w jego oczach współczucie.
-Daj znać kiedy po ciebie przyjechać.
-Dziękuje - Pocałowałam go w policzek i wysiadłam z samochodu. Do szpitala wpadłam zdyszana i zdenerwowana. Czym się martwiłam? Przecież powiedział, że ma rok. A może skłamał?
-W czym mogę ci pomóc? - Spytała mnie pielęgniarka w różowym stroju.
-Szukam chłopaka. Kayla Mortona. Przywieźli go w nocy.
-Ach Kayl - Kobieta uśmiechnęła się szeroko - Nie chwalił się, że ma dziewczynę. Jak się nazywasz?
-Nell. Nell Milton.
-Jesteś śliczna Nell - Speszyły mnie trochę jej słowa.
-Dziękuje - Wydukałam.
-Chodź zaprowadzę cię do niego - Kiwnęła bym podążała za nią. - Długo się znacie?
-Miesiąc.
-To niewiele Rozumiem, że powiedział ci o chorobie?
-Tak.
-Biedny dzieciak. Bardzo mi go żal. Ma takie dobre serce. Dziwie się, że tak szybko ci zaufał. Musiałaś mu te dobre serduszko skraść - Zaśmiałam się. Szczerze - To tu - Zatrzymaliśmy się przed drewnianymi drzwiami.
-Dziękuje - Poklepała mnie po ramieniu i odeszła. Uchyliłam delikatnie drzwi i wkradłam się do środka. Okna były do połowy zasłonięte, więc w pokoju panował półmrok. Kayl leżał na łóżku z zamkniętymi oczami, podłączony do aparatury. Ten widok wywołał u mnie szok. Nie wiedziałam, ze tak szybko zobaczę go na szpitalnym łóżku. Nie przygotowałam się. Jego klatka unosiła się i opadała w nierównym i powolnym rytmie. Zajęłam miejsce na fotelu, który stał obok. Najwidoczniej jego rodzice już tu byli. Chwyciłam jego zimną dłoń i przyłożyłam do swojego policzka, po którym spływały łzy.
-Hej nie płacz - Usłyszałam jego zachrypnięty głos i podniosłam głowę. - Wszystko jest w porządku.
-Gdyby było, nie leżał byś tu - Zacisnął szczękę i mocno ścisnął moją rękę.
-Czasem zdarza się, że jednak muszę tu leżeć.
-Dużo czasu spędziłeś w szpitalu?
-Za nim się tu przeprowadziliśmy, mój najdłuższy pobyt trwał trzy miesiące - Z niedowierzaniem pokręciłam głową. - Ja... Nie chcę byś się nade mną użalała - Powiedział szeptem.
-Nie użalam się nad tobą, tylko ci współczuje.
-Współczucia też nie chce.
-Uważasz, że będę nieczuła na twoją krzywdę? Wybij to sobie z głowy - Z powrotem zamknął oczy.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj, bo nie masz za co. Rozumiem cie, ale nie możesz wymagać ode mnie niemożliwego.
-Dobrze. Tylko, tylko nie patrz tak na mnie.
-Jak? - Spojrzał na mnie ze złością w oczach, ale przypuszczałam, że był bardziej zły na siebie niż na mnie.
-Właśnie tak. Jakbym umierał.
-Ale uwierasz - Powiedziałam cicho.
-Ale nie w tej chwili. Teraz ciesze się życiem - Uśmiechnęłam się do niego.
-Okey - Pochyliłam się nad nim i pocałowałam go w usta.
-I nie płacz.
-Już nie będę.
-Nigdy więcej.
-Nigdy.
-Obiecaj.
-Obiecuje - Pogładził mój policzek i przesunął się na łóżku robiąc mi miejsce. Położyłam się obok niego delikatnie, wtulając się w jego tors.
-Kocham cie - Szepnął.
-Wiem.

Kayl

-Powinieneś zostać jeszcze na obserwacji.
-Ale nie chce - Spojrzałem na doktor Mary, wkładając koszulkę przez głowę. - Nic dla mnie już nie zrobicie. Chce się nacieszyć tym rokiem.
-Wiesz, że możemy ten rok przedłużyć.
-O ile? Miesiąc? Dwa, pół roku? I po co? Bym cierpiał i ja i moi bliscy? Nie dziękuje - Widziałem, że starała się. Chciała zrobić dla mnie coś niemożliwego. Byłem wdzięczny, ale to było na nic.
-Kayl, jak zmienisz zdanie wróć. Pomyśl o niej. Zrób to dla niej - Uśmiechnął się na myśl o Nell.
-Robię to z myślą o niej. Nie chcę by cierpiała dłużej. I tak powinienem kazać jej odejść.  Może i jestem przez to samolubny, ale potrzebuje jej.
-Nie jesteś samolubny Kayl, a ona i tak by nie odeszła. Wiesz o tym - Kiwnąłem głową i założyłem kurtkę.
-Dziękuje pani doktor.
-Trzymaj się - Uściskała mnie na pożegnanie i wyszła.
-Gotowy? - Spojrzałem na mamę.
-Jasne - Objęła mnie ramieniem i pociągnęła w stronę wyjścia. - Mamo kocham cie.
-Wiem synku.
-Chciałbym, żebyś nie powstrzymywała mnie przed robieniem głupot.
-Nie zamierzam - Powiedziała ze łzami w oczach. Ciągle ktoś przeze mnie płakał. Ledwo mogłem to znieść, ale tylko otarłem kciukiem jej łzy.
-Chce by to był wyjątkowy rok.
-I będzie kochanie. Wierzę, że będzie - Pocałowała mnie w czoło i otworzyła przede mną drzwi od samochodu.
-Pomożesz mi w czymś?
-W czym? - Spytała z uśmiechem. Chciałem by już zawsze chodziła uśmiechnięta.
-Chce zrobić Nell niespodziankę - Wyjątkową niespodziankę.

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 1: Kocham cie

Miesiąc później

 Życie niczym piasek umyka nam przez palce.
 Chcemy je zatrzymac, ale to na nic.
Czas pędzi, ściga się z wiatrem

Kayl

Uśmiechnąłem się do niej, gdy zauważyłem, jak zerka na mnie z nad książki. Była taka urocza. 
-Co robisz? - Spytała pół szeptem, przekręcając stronę.
-Rysuje - Spuściłem wzrok na swój szkicownik. Może umiałem rysować, ale to na pewno nie pokazywało tego, jaka Nell jest naprawdę. Nie potrafiłem oddać na papierze tego blasku niebieskich oczach, tego cudownego uśmiechu, gdzie jeden kącik ust zawsze był delikatnie wyżej od drugiego. Dla jednych mogła być to skaza, dla mnie jej uśmiech był idealny.
-Mnie? - Zaciekawiła się.
-Nie - Skłamałem, ale ona zmrużyła oczy i wstała.
-Nie umiesz kłamać. Wiesz o tym?
-Nie prawda. Jestem świetnym kłamcą - Pokręciła głową i podeszła do mnie.
-Pokaż - Zażądała.
-Nie, nie mo... - Usiadła mi na kolanach.
-Proszę - Zacisnąłem usta w cienką kreskę. Nie potrafiłem jej odmówić, nie mogłem, patrząc w jej oczy wszystkie hamulce puszczały. 
-No dobrze - Westchnąłem, podając jej szkicownik. Obserwowałem jej twarz, każdą emocje, która przez nią przemknęła. Na początku zaskoczenie potem zainteresowanie, chwila uwagi i na sam koniec zachwyt.
-Boże to jest piękne - Spojrzała na mnie z tak niewiarygodnym uczuciem.
-Myślisz? 
-Chyba nie wiesz, jaki jesteś dobry - Ucałowała mój policzek i mocno mnie uściskała.  Uśmiechnąłem się, nie pewnie gładząc ją po plecach. Znaliśmy się krótko, miesiąc. To nie wiele, ale ja już wiedziałem, że ona jest wyjątkowa. Jedyna.
-Chyba nie przeszkadzam? - Za plecami dobiegł mnie głos Max'a. Wypuściłem Nell z uścisku i obróciłem się w stronę przyjaciela. Stał oparty o framugę drzwi mojego pokoju, z szyderczym uśmieszkiem. Jego blond czupryna, jak zwykle była w nieładzie. Jakby dopiero wstał z łóżka, co pewnie nie mijało się z prawdą.
-Nie - Powiedziała Nell, wstając z moich kolan. Podeszła do łózka i podniosła książkę, którą czytała. - I tak już muszę wracać. Pożyczam - Wskazała książkę i wygładziła bluzkę. Kiwnąłem głową, wpatrzony w nią, jak w obrazek. - Do zobaczenia - Pożegnała się, całując mnie delikatnie tuż obok kącika moich ust.
-Na razie mała - Powiedział Max ściskając ją mocno. Po chwili byliśmy już sami. Blondyn usiadł na fotelu w kącie, mierząc mnie wzrokiem.
-Musisz jej powiedzieć.
-O czym? - Posłał mi groźne spojrzenie.
-Dobrze wiesz o czym.
-Nie. To popsuje wszystko. Ona i tak za rok wyjeżdża. Nie ma sensu...
-Kayl ogarnij się. Nadal uważasz, że wyjedzie? Bo ja sądzę, że już się rozmyśliła. Jesteś ślepy? Ona się w tobie zakochała. Jest, jak moja młodsza sistra i nie pozwolę dłużej ci ją okłamywać. Albo ty jej powiesz, albo ja to zrobię. - Przełknąłem głośno ślinę , kręcąc głową.
-Uważasz, że się we mnie zakochała? - Wywrócił oczami, wznosząc ręce do góry.
-Nie znam nikogo, kto był by tak mało pewny siebie.
-Milcz - Zaśmiał się, rozluźniając atmosferę.
-Wiem, że to dla ciebie trudne, ale musisz pozwolić jej wybrać. Jeżeli będzie chciała odejść, odejdzie. Jeżeli zostanie, będziesz największym szczęściarzem - Milczałem. Brałem pod uwagę każdą możliwość i każda mnie przerażała. Nie chciałem jej zranić. Prędzej bym się zabił, ale kłamstwo też było złe. - Stary nie łam się. Będzie dobrze -  Pokiwałem głową z niepewnym uśmiechem.
-Tak. Będzie dobrze.

Nell

Plaża o zachodzie słońca. Nie było bardziej idealnego miejsca na spotkanie z chłopakiem. Siedziałam na piasku, przebierając go palcami, zapatrzona w morze. Chciałam żeby chwile spędzone z nim utkwiły mi w pamięci na zawsze. Na zawsze chciałam zatrzymać go przy sobie. Fale rozbijały się o brzeg, były ulotne, jak czas, jak życie. Usłyszałam czyjeś kroki, ale nie odwróciłam się. Czekałam. Usiadł koło mnie, wyciągając nogi przed siebie.
-Hej - Przywitał się. Spojrzałam w jego oczy, które przy tym świetle zdawały się być złote.
-Hej - Mimo padających promieni słońca na jego skórę, wciąż widziałam tą bladość i śnice, które nigdy nie znikały.
-Mam nadzieje, że długo nie czekałaś - Pokręciłam głową z uśmiechem.
-Nie, tylko chwilkę - Wydawał się być spięty - Co się stało? - Przymknął oczy, uśmiechając się smutno.
-Musimy porozmawiać.
-Wciąż rozmawiamy.
- Poważnie. Porozmawiać poważnie - Zaniepokojona, podciągnęłam kolana pod brodę.
-O co chodzi? - Westchnął i otworzył oczy. 
-Nie chce ci tego mówić, ale ukrywanie tego jest kłamstwem.
-Kayl co jest kłamstwem? - Bicie mojego serca przyspieszało. Przez chwile milczał, nie patrząc na mnie, ale gdy w końcu spojrzał, zobaczyłam na jego twarzy ogromny ból i rozpacz, która mnie poraziła. - Kayl. Proszę powiedz w końcu...
-Jestem chory - Wykrztusił.
-Chory? Co... Co to znaczy? Boli cię coś? Źle się czujesz? - Zaczęłam panikować.
-Mam raka - Zatkało mnie - Lekarze dają mi najwyżej rok życia.
-Raka? Co ty bredzisz? - Schował twarz w dłoniach.
-Choruje już od bardzo dawna, a leki nie pomagają. Znów chcą poddać mnie chemioterapii, ale ja wiem, że ten rok to już wszystko co mi pozostało - W oczach stanęły mi łzy - Przepraszam.
-Kayl, ja...
-Jeżeli chcesz odejść zrozumiem - Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Odejść? Palancie ja cie kocham - Powiedziałam i go pocałowałam. Zaskoczony na początku nawet nie drgnął, a potem mocno mnie do siebie przygarnął. W mojej głowie panował mętlik. Rok, rok to tak mało. Tak mało czasu. Nie mogłam w to uwierzyć. To był jakiś cholerny koszmar. - Chce być przy tobie - Szepnęłam i chwyciłam jego dłoń - Do końca. 

Prolog

-Och Nell! Proszę cie, idziesz w odwiedziny do babci czy na miasto? - Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, marszcząc brwi, nie rozumiejąc o co chodzi Susan.
-Przecież jest dobrze.
-Dobrze? Jesteś cała zakryta. W jaki sposób chcesz kogoś wyrwać? - Podeszła do mnie i krytycznie spojrzała na moją bluzkę - Zdejmuj to - Z westchnieniem zrzuciłam koszulkę i stanęłam przed otwartą szafą.
-Nie chce nikogo wyrwać, tylko dobrze się bawić.
-Oczywiście - Uśmiechnęła się szeroko, przeglądając moją garderobę.
-No tak. To nie miałoby sensu. Za rok wyjeżdżam, a nie chce chłopaka na jedną noc - Podała mi top na ramiączka bez pleców.
-Rok to sporo czasu. Nie możesz zachowywać się, jak zakonnica - Jej dobry humor trochę osłabł. Oczywiście wiedziałam o co chodzi. Byłyśmy przyjaciółkami od zawsze, a ja za rok wyjeżdżam. Przeprowadzam się do mamy, by potem pójść na wymarzoną uczelnie. To wszystko wywróci mój świat do góry nogami, ale właśnie tego chciałam.
-Wiem, wiem, ale to nie takie proste - Wywróciła oczami i rzuciła we mnie czarne jeansy.
-Myślę, że tak będzie o wiele lepiej - Ze wzruszeniem ramion, założyłam wybrane przez Susan ciuchy. Poprawiłam swoje blond włosy, sięgające już za ramiona i uśmiechnęłam się do przyjaciółki. - Gotowa? - Kiwnęłam głową i chwyciłam torebkę - No to idziemy.
-Wychodzę! - Krzyknęłam do taty siedzącego w salonie na kanapie.
-Bawcie się dobrze dziewczynki - Z szerokim uśmiechem wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy do Pubu. Pub znajdował się jedynie trzy przecznice dalej. Dotarłyśmy tam szybko, wciąż zanosząc się śmiechem. Podeszłyśmy do stolika gdzie czekał na nas Max z kumplem. Susan rzuciła się w ramiona Max'a, całując go prosto w usta.
-Hej dziewczyny - Przywitał się blondyn - To Kayl, mój kolega - Kayl uprzejmie podał mi rękę z lekkim uśmiechem na ustach.
-Hej - Szepnęłam siadając koło chłopaka. Kosmyki jego jasno brązowych włosów wpadały w jego bursztynowe oczy, które okalał ciemny wachlarz rzęs. Był strasznie blady, a jego kości policzkowe wyglądały jakby miały zaraz przebić cienką skórę. Since pod oczami świadczyły o tym, że nie przespał kilka nocy, ale wciąż się uśmiechał.
-Nigdy nie wspominałeś o swoim koledze - Wypomniała Susan Max'owi.
-Poznaliśmy się nie dawno - Wtrącił się Kayl - Jestem nowy w mieście.
-Gdzie mieszkałeś wcześniej? - Zainteresowałam się.
-W Filadelfii.
-Naprawdę? Za rok Nell się tam przeprowadza - Wypaliła Susan, wtulając się w ramię Max'a. Posłałam jej wściekłe spojrzenie.
-Chyba pójdę coś nam zamówić - Powiedziałam wstając.
-To ja ci pomogę - Spojrzałam na Kayla ze zdziwieniem.
-No dobrze. Co chcecie? - Spojrzałam pytająco na parę.
-Ja cole z lodem - Oznajmiła Susan.
-To samo - Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę baru, a Kayl za mną.
-Czemu chcesz się stąd wyprowadzić? - Z westchnieniem oparłam się o kontuar.
-To długa historia - Skłamałam.
-Mamy czas - Uśmiechnął się, zerkając na mnie zachęcająco.
-No dobrze może nie jest taka długa, ale...
-Nie lubisz o tym mówić? - Zgadł. Kiwnęłam głową. Złożyłam zamówienie i wróciliśmy do stolika, ale nigdzie nie było Susan ani Max'a.
-Gdzie oni się podziali? - Brązowowłosy wzruszył ramionami, siadając na swoim krześle. - A ciebie co tu sprowadziło? - Przez jego twarz przebiegło zmieszanie i niepewność.
-Mama chciała zmienić otoczenie - Nie uwierzyłam mu. Nie umiał kłamać, ale nie wypomniałam mu tego. Nie znał mnie. Nie musiał mówić prawdy. Spojrzałam na niego zagryzając wargę. Jeszcze żadne chłopak nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Wydawał się być inny. - Od dawna znasz się z Max'em i Susan?
-Susan to moja przyjaciółka od dziecka. Jest dla mnie jak siostra, a Max. Go poznałyśmy kilka miesięcy temu, ale jesteśmy jak jedna rodzina - Kiwnął głową, rozumiejąc o co mi chodzi. - Tobie pewnie trudno było zostawić przyjaciół.
-Nie przyjaźniłem się z nikim tak na prawdę. To byli zwykli znajomi.
-Och. Nie chciałeś nikogo poznać bliżej?
-To trochę skomplikowane - Odwrócił wzrok, a w tej samej chwili rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Kochana spotkajmy się na plaży. Dobrze? - W słuchawce rozbrzmiał głos Max'a. Wywróciłam oczami.
-W porządku, ale jesteś mi winny za tą twoją cole. Oddam ci nawet dwa razy tyle - Zaśmiała się i zakończyłam połączenie.
-Są na plaży.
-Idziemy? - Kayl nie pozwolił mi zapłacić. Oczywiście nie była to komfortowa sytuacja, ale nie dał się w żaden sposób namówić, choćby na podzielenie rachunku na pół. - Często wyskakują z takimi pomysłami? - Spojrzałam na niego, kiwając głową.
-To wariaci. Zupełnie do nich nie pasuje.
-Czemu?
-Z natury jestem raczej spokojna.
-Życie jest tylko jedno. Trzeba korzystać z każdej danej nam chwili - Urzekł mnie tymi słowami. W świetle księżyca wyglądał, jak zjawa. Jakby miał zaraz zniknąć. Przystanął na chwile, opierając ręce na kolanach.
-Dobrze się czujesz? - Spytałam zaniepokojona, pochylając się w jego stronę. Odsunął mnie jedną ręką i odwrócił się w druga stronę. -Kayl co się dzieje? - Nie odpowiedział. Wstrząsnął nim dreszcz i zwymiotował. Z przerażeniem patrzyłam na niego, nie wiedząc co zrobić. Położyłam dłoń na jego plecach. Jego koszulka była mokra, ale bił od niego chłód.
-Przepraszam - Szepnął, prostując się.
-Nie ma za co - Za nim otarł usta dostrzegłam na jego wargach krew. - Chcesz wrócić do domu?
-Myślę, że tak będzie lepiej.
-Odprowadzę cie - Zaproponowałam. Pokręcił głową, ale skarciłam go wzrokiem. - Chodź - Chwyciłąm go za rekę i pociągnełam za sobą. Czułam, że coś jest z nim nie tak, ale bałam się zapytać co.